#2
Kucnęła przede mną i mówiła i mówiła. Była w ciekawie skrojonym biustonoszu i miała większy biust, niż bym się spodziewała. Kolor biustonosza wskazywał na odcienie fioletu, różu i fiołka. Jakieś isz bin fiszbin też tam widziałam. Mówiła. Nie wiem, co, nie wiem, o czym. Niezrozumiale. Miała na oczach okulary. Całość odbywała się przy jakimś stole. Nie wiem, czy jadalnym, czy biurkowym. Opierałam się o niego. Raz tak raz siak opierałam, niby to zasłuchana. A patrzyłam się na biust. Większy, niż bym się spodziewała.
W dalszej/poprzedniej części (przeskok) poszłam do domu sąsiadów. Skręciłam w chodnik prowadzący do drzwi. Przeskok.
Byłam w środku. Nie mogłam znaleźć czystego talerza. Każdy był czymś utytłany, walały się jakieś kromki chleba niedokończone z masłem, jakieś sosy, tłuszcz, zaschnięty brud. Syf i łubóstwo. I ogień, którego nie potrafiłam odpalić w kuchence. Pomógł mi jakiś człowiek. Chłopak. Niewysokiego wzrostu. Przy palnikach nie było żadnych osłon, palec bezpośrednio stykał się z ogniem, prawie bezpośrednio. A on nic nie czuł.
#
Friday, April 20, 2007
Wednesday, April 11, 2007
To nie sennikowy nick a niby sennikowy.
Sennik toto nie będzie, ale jako, że brak mi systematyczności w notowaniu dzikich snów i innych, a internet to narzędzie wszechbogate i do tego od razu można się podzielić z innymi - chm.
Co do dzielenia to w snach trza być cholernie ostrożnym. Dużo mówią. To tak jak ktoś by się znał na liniach papilarnych, a ty odcinasz dłoń i mu zostawiasz.
Ale dzisiaj zacznę nietypowo, bo snem.
Był wyjątkowo dziki i głupi po stokroć, więc tym bardziej śmiało.
#1
Zna ktoś Pierwszą Miłość? No to w tle snu se proszę wyobrazić przewijający się motyw muzyczny, gdzie ten wysoki z dziwną grzywką i Mandaryna z krótkimi włosami śpiewają, że coś tam wierzą, wierzą. I to leci.
A potem ja wracam do domu i widzę, że z bramy obok wychodzi moja kumpela i jakaś dziewczyna, co na początku była rosłym facetem, chyba nawet wąsatym. Jednak facet po bliższym poznaniu okazuje się być dziewczyną, wagi półciężkiej, która wmawia mi, że rzekomo kpiłam z serialu i kpiłam z przewodniej piosenki (nie tej od chłopaka z grzywą, tylko tej "... na na mądry Wrooocławiu stoję u twych drzwiiii"). Wyjmuje dyktafon. Ja zamieram. Myślę se: wdepłam w gówno. Ale głupia nie jestem, robię dobrą minę do złej gry - szczerze jeszcze wtedy nie pamiętając, że pozwoliłam sobie na takie chamstwo i chołoterstwo jak wyśmianie Pierwszej Miłości - i mówię, że nic o tym nie wiem.
Nagranie długo nie chce się odtworzyć. Dyktafon wygląda jak komórka. Srebrna taka, dżezi i trendi.
Sytuacja się przeciąga, cała ma miejsce na ulicy niedaleko mej posesji.
Ta (nie posesja, dziewczyna) znów zmienia się w rosłego gościa z wąsem i pokazuje mi jakieś czasopismo, a raczej gazetkę w stylu Tesco i ja tłumaczę, że tak być nie może, że pozwę do sądu.
I nagle eureka. Znaczy nie nagle, jakoś w międzyczasie. Fakt. Na jakiejś popijawie w knajpie rzeczywiście równo i dokładnie objeżdżałam serialowych bohaterów jak i tytułowy utwór. Wspomnienia wracają powoli. Boleśnie.
Myślę: zonk.
Nie wiem, jak to się kończy, bo leżę z jakąś dziewczyną, o, nie powiem, szlachetnej urodzie i w samej nocnej bieliźnie jedwabnej na jakiejś kostce brukowej czy coś. Pierzyną jesteśmy okryte, ona początkowo pod sam nos, zaczyna mi się zwierzać o jakimś swoim romansie, o czymś tam. Stopniowo zsuwa z siebie okrycie, a ja myślę, że i tak nic nie rozumiem z tego, co ona mówi, a kształty ma piękne.
A potem się znajdujemy w piwnicy. Jest zimno i jakoś tak jakby zacuch, jakby grzyb, ale to kompletnie bez znaczenia. Ona staje mi się coraz bliższa, doszłoby niechybnie do kontaktu bardziej intymnego, gdyby nie to, że całość się urywa i
znajduję się na ulicy prowadzącej do parku. Przede mną idzie bohaterka Pierwszej Miłości, ta taka ugrzeczniona, blondi, dziewczyna tego, co w straży, potem nie w straży, potem znów w straży i co mieli 3 czy 5 razy wziąć ślub, nie wiem. Idzie sobie jakby nigdy nic w stronę parku, a ja z przyczyn niewiadomych idę za nią bo mi z tych właśnie przyczyn bardzo zależy na niej. Obok chmara istot, myślę: "Zazdrośnicy". Bohaterka przyspiesza, no to ja też, gonię ją na złamanie karku jakbyśmy to my miały wziąć szósty ślub i nagle gdzieś w tym lesie znika.
A ja znajduję się na autostradzie, cholera wie, gdzie, chyba przy wlocie do Wrocławia. Widzę ciężarówkę, autobus, auta, jak to na autostradzie. Jakąś fabrykę - jak to nie na autostradzie.
#
I tu sen się kończy.
Obudziłam się a w głowie mi huczało "Wierzę wierzę..." na przemian z "Zabiję, zabiję" (WTF?!).
Podziękowała za ten sen, prosiła o następny zestaw.
Co do dzielenia to w snach trza być cholernie ostrożnym. Dużo mówią. To tak jak ktoś by się znał na liniach papilarnych, a ty odcinasz dłoń i mu zostawiasz.
Ale dzisiaj zacznę nietypowo, bo snem.
Był wyjątkowo dziki i głupi po stokroć, więc tym bardziej śmiało.
#1
Zna ktoś Pierwszą Miłość? No to w tle snu se proszę wyobrazić przewijający się motyw muzyczny, gdzie ten wysoki z dziwną grzywką i Mandaryna z krótkimi włosami śpiewają, że coś tam wierzą, wierzą. I to leci.
A potem ja wracam do domu i widzę, że z bramy obok wychodzi moja kumpela i jakaś dziewczyna, co na początku była rosłym facetem, chyba nawet wąsatym. Jednak facet po bliższym poznaniu okazuje się być dziewczyną, wagi półciężkiej, która wmawia mi, że rzekomo kpiłam z serialu i kpiłam z przewodniej piosenki (nie tej od chłopaka z grzywą, tylko tej "... na na mądry Wrooocławiu stoję u twych drzwiiii"). Wyjmuje dyktafon. Ja zamieram. Myślę se: wdepłam w gówno. Ale głupia nie jestem, robię dobrą minę do złej gry - szczerze jeszcze wtedy nie pamiętając, że pozwoliłam sobie na takie chamstwo i chołoterstwo jak wyśmianie Pierwszej Miłości - i mówię, że nic o tym nie wiem.
Nagranie długo nie chce się odtworzyć. Dyktafon wygląda jak komórka. Srebrna taka, dżezi i trendi.
Sytuacja się przeciąga, cała ma miejsce na ulicy niedaleko mej posesji.
Ta (nie posesja, dziewczyna) znów zmienia się w rosłego gościa z wąsem i pokazuje mi jakieś czasopismo, a raczej gazetkę w stylu Tesco i ja tłumaczę, że tak być nie może, że pozwę do sądu.
I nagle eureka. Znaczy nie nagle, jakoś w międzyczasie. Fakt. Na jakiejś popijawie w knajpie rzeczywiście równo i dokładnie objeżdżałam serialowych bohaterów jak i tytułowy utwór. Wspomnienia wracają powoli. Boleśnie.
Myślę: zonk.
Nie wiem, jak to się kończy, bo leżę z jakąś dziewczyną, o, nie powiem, szlachetnej urodzie i w samej nocnej bieliźnie jedwabnej na jakiejś kostce brukowej czy coś. Pierzyną jesteśmy okryte, ona początkowo pod sam nos, zaczyna mi się zwierzać o jakimś swoim romansie, o czymś tam. Stopniowo zsuwa z siebie okrycie, a ja myślę, że i tak nic nie rozumiem z tego, co ona mówi, a kształty ma piękne.
A potem się znajdujemy w piwnicy. Jest zimno i jakoś tak jakby zacuch, jakby grzyb, ale to kompletnie bez znaczenia. Ona staje mi się coraz bliższa, doszłoby niechybnie do kontaktu bardziej intymnego, gdyby nie to, że całość się urywa i
znajduję się na ulicy prowadzącej do parku. Przede mną idzie bohaterka Pierwszej Miłości, ta taka ugrzeczniona, blondi, dziewczyna tego, co w straży, potem nie w straży, potem znów w straży i co mieli 3 czy 5 razy wziąć ślub, nie wiem. Idzie sobie jakby nigdy nic w stronę parku, a ja z przyczyn niewiadomych idę za nią bo mi z tych właśnie przyczyn bardzo zależy na niej. Obok chmara istot, myślę: "Zazdrośnicy". Bohaterka przyspiesza, no to ja też, gonię ją na złamanie karku jakbyśmy to my miały wziąć szósty ślub i nagle gdzieś w tym lesie znika.
A ja znajduję się na autostradzie, cholera wie, gdzie, chyba przy wlocie do Wrocławia. Widzę ciężarówkę, autobus, auta, jak to na autostradzie. Jakąś fabrykę - jak to nie na autostradzie.
#
I tu sen się kończy.
Obudziłam się a w głowie mi huczało "Wierzę wierzę..." na przemian z "Zabiję, zabiję" (WTF?!).
Podziękowała za ten sen, prosiła o następny zestaw.
Subscribe to:
Posts (Atom)