#2
Kucnęła przede mną i mówiła i mówiła. Była w ciekawie skrojonym biustonoszu i miała większy biust, niż bym się spodziewała. Kolor biustonosza wskazywał na odcienie fioletu, różu i fiołka. Jakieś isz bin fiszbin też tam widziałam. Mówiła. Nie wiem, co, nie wiem, o czym. Niezrozumiale. Miała na oczach okulary. Całość odbywała się przy jakimś stole. Nie wiem, czy jadalnym, czy biurkowym. Opierałam się o niego. Raz tak raz siak opierałam, niby to zasłuchana. A patrzyłam się na biust. Większy, niż bym się spodziewała.
W dalszej/poprzedniej części (przeskok) poszłam do domu sąsiadów. Skręciłam w chodnik prowadzący do drzwi. Przeskok.
Byłam w środku. Nie mogłam znaleźć czystego talerza. Każdy był czymś utytłany, walały się jakieś kromki chleba niedokończone z masłem, jakieś sosy, tłuszcz, zaschnięty brud. Syf i łubóstwo. I ogień, którego nie potrafiłam odpalić w kuchence. Pomógł mi jakiś człowiek. Chłopak. Niewysokiego wzrostu. Przy palnikach nie było żadnych osłon, palec bezpośrednio stykał się z ogniem, prawie bezpośrednio. A on nic nie czuł.
#
Friday, April 20, 2007
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment